🏫 Dowcipy szkolne – Śmieszne dowcipy i żarty

Dowcipy szkolne – lekcje, kartkówki i przerwy. Śmieszne sytuacje z klasy, które każdy zna z własnej szkoły.

Szkoła pełna śmiechu – nauczyciele, uczniowie i lekcyjne wpadki. Dowcipy znane każdemu uczniowi.

Dowcipy szkolne — uczniowie i nauczyciele
Nauczyciel wpada wściekły do klasy i mówi:
- Wszyscy idioci proszę wstać!
Wstaje tylko Jaś.
- Dlaczego uważasz się za idiotę? - pyta nauczyciel.
- Nie uważam. Tylko mi się pana żal zrobiło, jak pan tak sam stoi.
Pani w przedszkolu poleciła dzieciom narysować jakieś zwierzątko i zaśpiewać o nim piosenkę.
Jedni mają kota i śpiewają o kocie na płocie, ktoś ma misia i „Stary niedźwiedź mocno śpi”, myszkę, która ucieka do dziury...
A Jaś maluje jeża. Pani pyta:
- A masz piosenkę do jeża?
- Mam.
- To zaśpiewaj.
- Lulajże jeżuniu.
Zrobiłeś zadanie?
- Proszę pani, mamusia zachorowała i musiałem wszystko w domu robić...
- Siadaj, jedynka! A ty, Witku, zrobiłeś zadanie?
- Ja, proszę pani, musiałem ojcu pomagać w polu...
- Siadaj, jedynka! A ty, Jasiu, zrobiłeś zadanie?
- Jakie zadanie, proszę pani, mój brat wyszedł z więzienia, taka balanga była, że szkoda gadać!
- Ty mnie tutaj swoim bratem nie strasz! Siadaj, trója.
Skończył się rok szkolny. Spotykają się dwaj koledzy.
- I jak u ciebie?
- Ojciec mnie zlał dwa razy.
- Dlaczego dwa razy?
- Pierwszy raz, jak mu pokazałem świadectwo ukończenia szóstej klasy, a drugi, jak się zorientował, że to jego stare świadectwo.
Przychodzi student do wykładowcy oddać pracę na zaliczenie. Podaje mu kartkę, a ten wyrzuca ją przez okno z czwartego piętra i mówi:
- Jeśli przyniesiesz mi to w pięć minut, wstawię ci najwyższą ocenę.
Student wyciąga drugą kartkę i mówi:
- Proszę, tamto było kolegi, ale nie mógł przyjść, bo jest chory.
Na lekcji biologii nauczycielka mówi:
- Pamiętajcie, dzieci, że nie wolno całować kotków ani piesków, bo przenoszą się groźne zarazki. Kto ma przykład?
Zgłasza się Jasio:
- Ja mam, proszę pani. Moja ciocia całowała raz kotka.
- I co?
- No i zdechł.
Pani przedszkolanka pomaga małemu Jasiowi założyć wysokie, zimowe botki.
Szarpią się, męczą, ciągną... Jest! Weszły!
Pani dyszy, a Jasio mówi:
- Ale założyliśmy buciki odwrotnie...
Pani patrzy: faktycznie, lewy na prawy. Zdejmują... ufff, zeszły.
Wciągają znowu... ufff, weszły.
- Ale to nie moje buciki...
Pani znów zdejmuje...
- To buciki mojego brata i mama kazała mi je nosić...
Znów zakładają... weszły.
- No dobrze – mówi pani – a gdzie są twoje rękawiczki?
- Schowałem w bucikach, żeby nie zgubić...
Na lekcji języka polskiego nauczyciel pyta:
- Czym będzie wyraz „chętnie” w zdaniu: „Uczniowie chętnie wracają do szkoły po wakacjach”?
Zgłasza się Jasio:
- To wierutne kłamstwo, panie profesorze!
Uczniowie opowiadają, gdzie spędzili wakacje:
- Ja byłem w górach z rodzicami.
- Ja na koloniach.
- A ja byłam na wsi – mówi Zosia.
- U rodziny? – pyta pani.
- Nie, urodziny obchodzę w styczniu – odpowiada Zosia.
Do Polski przyjechał na studia syn arabskiego szejka. Po tygodniu pisze list do ojca:
„To bardzo dziwny kraj. Ja przyjeżdżam na wykłady mercedesem, a mój wykładowca autobusem.”
Ojciec odpisuje:
„Nie martw się, synu. Przyślę ci autobus.”
Na lekcji fizyki nauczycielka widzi, że dzieci słabo rozumieją temat, więc zadaje proste pytanie i zwraca się do Jasia:
- Jasiu, dlaczego najpierw widzimy błysk, a dopiero potem słyszymy grzmot?
- Dlatego, proszę pani, że uszy są dalej niż oczy.