🩺 Dowcipy o lekarzu – Śmieszne dowcipy i żarty
Dowcipy o lekarzu – pacjenci, diagnozy i pomyłki z gabinetu. Najśmieszniejsze żarty medyczne w jednym miejscu.
Kawały z gabinetu i zabawne diagnozy. Śmieszne dowcipy o lekarzach są często wyszukiwane jako "żarty medyczne".
Przychodzi mężczyzna do stomatologa i pyta, ile będzie kosztować usunięcie zęba.
- 250 złotych.
- Hmm, za drogo!
- Mogę oszczędzić na znieczuleniu i usunąć za 150.
- Nie da się taniej? To wciąż za dużo.
- Za 50 zł mogę wyrwać po prostu obcęgami. Co pan na to?
- A nie jeszcze taniej?
- No cóż, za 10 zł, bez znieczulenia, obcęgami, w ramach praktyki może to zrobić student.
- Wspaniale, znakomicie. Proszę zapisać żonę na czwartek!
- 250 złotych.
- Hmm, za drogo!
- Mogę oszczędzić na znieczuleniu i usunąć za 150.
- Nie da się taniej? To wciąż za dużo.
- Za 50 zł mogę wyrwać po prostu obcęgami. Co pan na to?
- A nie jeszcze taniej?
- No cóż, za 10 zł, bez znieczulenia, obcęgami, w ramach praktyki może to zrobić student.
- Wspaniale, znakomicie. Proszę zapisać żonę na czwartek!
Wchodzi gość do dentysty i pyta, ile wyjdzie wyrwanie zęba.
- 250 złotych.
- Za drogo!
- Mogę przyciąć koszty znieczulenia i zrobić za 150.
- Wciąż zbyt dużo.
- Za 50 zł wyrwę zwykłymi obcęgami. Pasuje?
- A jeszcze taniej?
- Za 10 zł, bez znieczulenia, obcęgami, w ramach nauki może zrobić to student.
- Idealnie. Proszę zapisać małżonkę na czwartek!
- 250 złotych.
- Za drogo!
- Mogę przyciąć koszty znieczulenia i zrobić za 150.
- Wciąż zbyt dużo.
- Za 50 zł wyrwę zwykłymi obcęgami. Pasuje?
- A jeszcze taniej?
- Za 10 zł, bez znieczulenia, obcęgami, w ramach nauki może zrobić to student.
- Idealnie. Proszę zapisać małżonkę na czwartek!
Pewien mężczyzna trafił do psychiatry, bo twierdził, że jest myszą.
Po kilku miesiącach wrócił z butelką koniaku.
- Panie doktorze, jestem już całkiem zdrowy, dziękuję!
- Nie ma za co, taka moja praca – odpowiada lekarz.
Po pewnym czasie przychodzi znów i z przerażeniem mówi:
- Panie doktorze, widziałem kota!
- Spokojnie, przecież wie pan już, że nie jest pan myszą.
- Wiem… ale czy kot też to wie?
Po kilku miesiącach wrócił z butelką koniaku.
- Panie doktorze, jestem już całkiem zdrowy, dziękuję!
- Nie ma za co, taka moja praca – odpowiada lekarz.
Po pewnym czasie przychodzi znów i z przerażeniem mówi:
- Panie doktorze, widziałem kota!
- Spokojnie, przecież wie pan już, że nie jest pan myszą.
- Wiem… ale czy kot też to wie?
Pacjent do lekarza:
- Panie doktorze, z tego co pan mówi, wynika, że zostały mi tylko kilka tygodni życia.
- W związku z tym mam prośbę: gdy ktoś zapyta o przyczynę, proszę powiedzieć, że AIDS.
Doktor:
- Dlaczego?!
Pacjent:
- Po pierwsze: będę pierwszym w naszej wsi, który zmarł na AIDS.
- Po drugie: nikt już nie tknie mojej baby.
- Po trzecie: wszyscy, którzy ją już mieli, będą żałować.
- Panie doktorze, z tego co pan mówi, wynika, że zostały mi tylko kilka tygodni życia.
- W związku z tym mam prośbę: gdy ktoś zapyta o przyczynę, proszę powiedzieć, że AIDS.
Doktor:
- Dlaczego?!
Pacjent:
- Po pierwsze: będę pierwszym w naszej wsi, który zmarł na AIDS.
- Po drugie: nikt już nie tknie mojej baby.
- Po trzecie: wszyscy, którzy ją już mieli, będą żałować.
- Panie doktorze, czy możliwe, żeby po pięciu miesiącach urodziło się dziecko?
- Możliwe, następne przyjdą w terminie. Następny!
- Panie doktorze, wracałem z wczasów i na koniec coś złapałem, czy to minie?
- Przejdzie, przejdzie. Na żonę i dzieci. Następny!
- Panie doktorze, mam 40 lat. Kolega mówi, że jeszcze może, a ja nie.
- Mów pan, że i pan może. Następny!
- Panie doktorze, od dwóch dni nie mogę siusiać.
- Ile ma pan lat?
- 80.
- To już pan swoje wysiusiał. Następny!
- Panie doktorze, synek połknął pióro. Co robić?
- Niech wypije litr atramentu, będzie miał własne wieczne pióro. Następny!
- Panie doktorze, żona połknęła igłę. Co robić?
- Zakładać naparstek. Następny!
- Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
- Następny proszę!
- Możliwe, następne przyjdą w terminie. Następny!
- Panie doktorze, wracałem z wczasów i na koniec coś złapałem, czy to minie?
- Przejdzie, przejdzie. Na żonę i dzieci. Następny!
- Panie doktorze, mam 40 lat. Kolega mówi, że jeszcze może, a ja nie.
- Mów pan, że i pan może. Następny!
- Panie doktorze, od dwóch dni nie mogę siusiać.
- Ile ma pan lat?
- 80.
- To już pan swoje wysiusiał. Następny!
- Panie doktorze, synek połknął pióro. Co robić?
- Niech wypije litr atramentu, będzie miał własne wieczne pióro. Następny!
- Panie doktorze, żona połknęła igłę. Co robić?
- Zakładać naparstek. Następny!
- Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
- Następny proszę!
Przychodzi facet do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, zsiniało mi prawe jądro.
Lekarz ogląda i stwierdza:
- Niestety, trzeba amputować.
Dwa tygodnie po operacji pacjent wraca:
- Panie doktorze, zsiniało mi lewe jądro!
Lekarz znów decyduje o operacji…
Po jakimś czasie pacjent wpada z krzykiem:
- Tragedia, panie doktorze, zsiniał mi pośladek!
- Niech pan pokaże… O, mam dobrą wiadomość: niech się pan nie martwi – to dżinsy farbują.
- Panie doktorze, zsiniało mi prawe jądro.
Lekarz ogląda i stwierdza:
- Niestety, trzeba amputować.
Dwa tygodnie po operacji pacjent wraca:
- Panie doktorze, zsiniało mi lewe jądro!
Lekarz znów decyduje o operacji…
Po jakimś czasie pacjent wpada z krzykiem:
- Tragedia, panie doktorze, zsiniał mi pośladek!
- Niech pan pokaże… O, mam dobrą wiadomość: niech się pan nie martwi – to dżinsy farbują.
Facet pyta kolegę o dobrego stomatologa.
- Znam świetnego, ale Anglik.
- Spoko, dam radę.
Idzie na wizytę, siada w fotelu, pokazuje szczękę i mówi:
- Tu!
Dentysta wyrwał mu dwa zęby.
Następnego dnia spotykają się:
- Kurczę, jakiś dziwny ten dentysta. Pokazuję bolący ząb, mówię „tu”, a on wyrywa dwa…
- Ty głupi! „Two” po angielsku znaczy „dwa”!
- Aaa, trzeba było tak od razu. Następnym razem coś wymyślę.
Wraca na wizytę, wskazuje ząb i mówi:
- Ten!
- Znam świetnego, ale Anglik.
- Spoko, dam radę.
Idzie na wizytę, siada w fotelu, pokazuje szczękę i mówi:
- Tu!
Dentysta wyrwał mu dwa zęby.
Następnego dnia spotykają się:
- Kurczę, jakiś dziwny ten dentysta. Pokazuję bolący ząb, mówię „tu”, a on wyrywa dwa…
- Ty głupi! „Two” po angielsku znaczy „dwa”!
- Aaa, trzeba było tak od razu. Następnym razem coś wymyślę.
Wraca na wizytę, wskazuje ząb i mówi:
- Ten!
Pan Nowak przyszedł po wyniki badań żony.
Pracownik szpitala mówi:
- Bardzo nam przykro, mieliśmy zamieszanie i wyniki wróciły razem z inną panią Nowak. Szczerze mówiąc, obie nie są najlepsze.
- Co to znaczy?
- Jedna ma Alzheimera, druga wynik dodatni na AIDS.
- To chyba można powtórzyć badania?
- Teoretycznie tak, ale są bardzo drogie i NFZ nie zapłaci dwa razy za tego samego pacjenta.
- To co mam zrobić?
- NFZ zaleca zawieźć żonę do śródmieścia i zostawić. Jeśli sama trafi do domu – proszę po prostu zrezygnować ze współżycia.
Pracownik szpitala mówi:
- Bardzo nam przykro, mieliśmy zamieszanie i wyniki wróciły razem z inną panią Nowak. Szczerze mówiąc, obie nie są najlepsze.
- Co to znaczy?
- Jedna ma Alzheimera, druga wynik dodatni na AIDS.
- To chyba można powtórzyć badania?
- Teoretycznie tak, ale są bardzo drogie i NFZ nie zapłaci dwa razy za tego samego pacjenta.
- To co mam zrobić?
- NFZ zaleca zawieźć żonę do śródmieścia i zostawić. Jeśli sama trafi do domu – proszę po prostu zrezygnować ze współżycia.
Przychodzi mężczyzna do okulisty, staje przed biurkiem i zaczyna odpinać pasek.
- Proszę pana, chyba się pan pomylił, ja jestem okulistą!
- Chwileczkę… – i zdejmuje spodnie.
- Ależ proszę pana, ja leczę oczy!
- Spokojnie… – i ściąga bieliznę.
- Na pewno się pan nie pomylił?
- Słuchaj pan! Widzisz pan ten włos na tyłku?
- Widzę, ale o co chodzi?
- Jak za niego pociągnę, to mi łzawią oczy!
- Proszę pana, chyba się pan pomylił, ja jestem okulistą!
- Chwileczkę… – i zdejmuje spodnie.
- Ależ proszę pana, ja leczę oczy!
- Spokojnie… – i ściąga bieliznę.
- Na pewno się pan nie pomylił?
- Słuchaj pan! Widzisz pan ten włos na tyłku?
- Widzę, ale o co chodzi?
- Jak za niego pociągnę, to mi łzawią oczy!
Przychodzi facet ze złotą rybką do onkologa. Milczą, patrzą na siebie.
- Kicha – wydusza wreszcie facet.
- Słucham?
- Kicha.
- Jaka kicha?
- Rybka kicha. Chora jest, znaczy się.
- Panie, jak rybka może kichać? I dlaczego do onkologa?
- Kolega pana polecił. Podobno raka pan wyleczył.
- Kicha – wydusza wreszcie facet.
- Słucham?
- Kicha.
- Jaka kicha?
- Rybka kicha. Chora jest, znaczy się.
- Panie, jak rybka może kichać? I dlaczego do onkologa?
- Kolega pana polecił. Podobno raka pan wyleczył.
Przez hol szpitalny biegnie facet, który miał mieć operację.
- Co się stało?! – pytają pacjenci.
- Słyszałem, jak pielęgniarka mówi: „To prosta operacja, proszę się nie martwić, jestem pewna, że wszystko będzie dobrze!”
- Chciała pana uspokoić, co w tym złego?
- Ona nie mówiła do mnie. Mówiła do lekarza!
- Co się stało?! – pytają pacjenci.
- Słyszałem, jak pielęgniarka mówi: „To prosta operacja, proszę się nie martwić, jestem pewna, że wszystko będzie dobrze!”
- Chciała pana uspokoić, co w tym złego?
- Ona nie mówiła do mnie. Mówiła do lekarza!
Trwają testy nowego leku. Pacjentów podzielono na dwie grupy: biorących lek i dostających placebo. Pełna dyskrecja – nikt nic nie wie.
Nagle jeden pacjent wpada do gabinetu:
- Doktorze, podmieniliście mi lekarstwo!
- A co pana skłania do takiego wniosku?
- Prosta sprawa. Wcześniej, gdy wyrzucałem tabletki do klozetu, pływały. A teraz nagle toną.
Nagle jeden pacjent wpada do gabinetu:
- Doktorze, podmieniliście mi lekarstwo!
- A co pana skłania do takiego wniosku?
- Prosta sprawa. Wcześniej, gdy wyrzucałem tabletki do klozetu, pływały. A teraz nagle toną.
Przychodzi facet do przychodni i staje w kolejce do rejestracji.
Po kilku godzinach, gdy przychodzi jego kolej, recepcjonistka pyta, do jakiego lekarza chce trafić.
- Do kogoś od oczu i od uszu…
- Proszę pana, nie ma takiej specjalizacji. Okulista albo laryngolog – do kogo?
- Ale musi być od oczu i uszu jednocześnie!
- A gdybym takiego znalazła, co by mu pan powiedział?
- Mam problem: co innego słyszę, a co innego widzę.
Po kilku godzinach, gdy przychodzi jego kolej, recepcjonistka pyta, do jakiego lekarza chce trafić.
- Do kogoś od oczu i od uszu…
- Proszę pana, nie ma takiej specjalizacji. Okulista albo laryngolog – do kogo?
- Ale musi być od oczu i uszu jednocześnie!
- A gdybym takiego znalazła, co by mu pan powiedział?
- Mam problem: co innego słyszę, a co innego widzę.
Matka przyprowadziła osiemnastoletnią córkę do lekarza – ciągłe mdłości.
Po badaniu lekarz stwierdza: około czwarty miesiąc ciąży.
- Co pan mówi, panie doktorze! Moja córka nigdy nie miała do czynienia z mężczyzną. Prawda, córeczko?
- Prawda, nawet się nigdy nie całowałam.
Lekarz podchodzi do okna i wpatruje się w dal.
- Panie doktorze, coś nie tak?
- Nie, nie. W takich sytuacjach na wschodzie zwykle pojawia się jasna gwiazda i przybywa trzech króli… więc czekam.
Po badaniu lekarz stwierdza: około czwarty miesiąc ciąży.
- Co pan mówi, panie doktorze! Moja córka nigdy nie miała do czynienia z mężczyzną. Prawda, córeczko?
- Prawda, nawet się nigdy nie całowałam.
Lekarz podchodzi do okna i wpatruje się w dal.
- Panie doktorze, coś nie tak?
- Nie, nie. W takich sytuacjach na wschodzie zwykle pojawia się jasna gwiazda i przybywa trzech króli… więc czekam.
Ordynator idzie korytarzem i słyszy z dyżurki pielęgniarek odgłosy imprezy.
Zagląda: dym papierosowy, kieliszki, wesoła ekipa.
- Co to ma znaczyć? Pijaństwo w pracy?!
- Jest powód, panie profesorze – odpowiada asystent. Siostra Basia nie jest w ciąży…
- Aaaa, to i ja się napiję.
Zagląda: dym papierosowy, kieliszki, wesoła ekipa.
- Co to ma znaczyć? Pijaństwo w pracy?!
- Jest powód, panie profesorze – odpowiada asystent. Siostra Basia nie jest w ciąży…
- Aaaa, to i ja się napiję.