Baca łapie okazję na drodze.
Baca łapie okazję na drodze.
Wreszcie udaje mu się zatrzymać przejeżdżającego Mercedesa.
Wsiadają i jadą, ale po paru kilometrach robi się nudno, więc baca pyta:
- A co to, panocku, za znaczek z przodu?
- Kierowca, wskazując na emblem, mówi: to taki celownik, jak kogoś złapię w ten celownik, to już na pewno trafię.
- Aha.
Po kilku kilometrach patrzą, a tu poboczem pedałuje jakiś facet na rowerze.
Baca mówi:
- A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik.
Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się „w celowniku”, ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia, w ostatniej chwili odbił, żeby go nie trafić.
Chwilę potem baca się odzywa:
- Kiepski ten pański celownik, gdybym nie otworzył drzwi, to byśmy go nie trafili.
Wreszcie udaje mu się zatrzymać przejeżdżającego Mercedesa.
Wsiadają i jadą, ale po paru kilometrach robi się nudno, więc baca pyta:
- A co to, panocku, za znaczek z przodu?
- Kierowca, wskazując na emblem, mówi: to taki celownik, jak kogoś złapię w ten celownik, to już na pewno trafię.
- Aha.
Po kilku kilometrach patrzą, a tu poboczem pedałuje jakiś facet na rowerze.
Baca mówi:
- A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik.
Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się „w celowniku”, ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia, w ostatniej chwili odbił, żeby go nie trafić.
Chwilę potem baca się odzywa:
- Kiepski ten pański celownik, gdybym nie otworzył drzwi, to byśmy go nie trafili.